
Fryzjer - Szczyrk
10+ deals
To na razie wszystko
Sprawdź później, czy nie ma zaktualizowanych ofert.
Często zadawane pytania
Często zaczyna się od pytania o pogodę albo o to, skąd przyjechałaś. W jednym salonie przy Deptaku obsługa pyta nawet, czy lubisz herbatę malinową z goździkami. Takie rzeczy tylko w górach. Nie zdziw się, jeśli ktoś rzuci, że włosy masz jak ciotka z Bystrej. To komplement. Strzyżenie idzie szybko, bez stresu, a czasem wychodzisz z warkoczem, chociaż przyszłaś po grzywkę.
Zdecydowanie. Zwłaszcza kiedy robi uczesania przed weselami albo zimowymi randkami. Jeden z fryzjerów przy ul. Beskidzkiej ma ponoć rękę do fal i loków. Klientki z pensjonatów przyjeżdżają tylko do niego. Mówią, że nikt tak nie dopasowuje fryzury do kurtki i czapki. Trochę śmiesznie to brzmi, ale serio. W górach ma to sens.
Dużo się mówi o naturalnym objętościowym cięciu, lekko rozwianym jak po spacerze w lesie. W salonie przy Skalite podobno fryzjerka inspiruje się zdjęciami z górskich schronisk. Włosy mają wyglądać jakby same się ułożyły po zjeździe na desce. Jedna pani z Krakowa powiedziała, że nigdzie indziej nie zrobili jej takiego koczka, który nie rozpadł się w kolejce na wyciągu.
Bywa różnie. W niektórych miejscach zniżka dotyczy tylko podstawowego cięcia bez żadnych dodatków. Ale są salony, gdzie do rabatu dorzucają gorącą czekoladę albo rozmowę o starych czasach w schronisku na Skrzycznem. Znajomy narciarz mówił, że tak mu się spodobało, że wraca nawet latem. W sumie, dla samego klimatu warto spróbować. Jeśli nie dla fryzury, to chociaż dla opowieści.
Zimno, wiatr i czapki robią swoje, więc sporo salonów ma kuracje na regenerację. Jeden z zakładów blisko stoku używa masek z aloesem i miodem od lokalnego pszczelarza. Brzmi nietypowo, ale klientki twierdzą, że działa lepiej niż drogie kosmetyki z miasta. Włosy po takim zabiegu są miękkie, pachną jak łąka. No i nie elektryzują się w kolejce do gondoli. Kto by nie chciał?
Zdarza się, że dzieci dostają cukierki albo mogą się pobawić starą suszarką. W jednym salonie przy ul. Górskiej fryzjerka trzyma kredki i zeszyt z rysunkami fryzur. Dzieci same wybierają, co chcą. Jedna dziewczynka narysowała fryzurę jak u jednorożca i dostała warkoczyk z brokatem. Mama była zachwycona, chociaż brokat został na kurtce do końca ferii. Ale tak to już jest z fryzurami dla najmłodszych.

































