Nowy sezon. Nowe okazje. Beauty, atrakcje i usługi dla auta w super cenach

Kończy się za
--:--:--
20+ deals

Często zadawane pytania

Jednym z hitów jest Bałtowski Kompleks Turystyczny. Dinozaury, park rozrywki, zoo i jeszcze coś z wodą. Dzieciom się świecą oczy od wejścia, a rodzice też nie narzekają, bo jest gdzie usiąść. Czasami trafisz na animatorki, które zabierają dzieciaki na warsztaty z malowania kamieni, serio. Znajomy spod Ostrowca mówił, że jego córka nie chciała wracać nawet po sześciu godzinach. I coś w tym jest – tam czas jakoś płynie inaczej.

Zdecydowanie, choć trzeba dobrze wybrać miejsce. W Parku Miniatur w Krajnie mają specjalną strefę dla maluchów, nie za dużo hałasu, miękkie podłoże i mini autka. Syn mojej kuzynki był zachwycony, chociaż bał się figurki Guliwera przy wejściu (faktycznie dziwna). No i w restauracji obok podają zupę dyniową tak dobrą, że sam zjadłem dwie. Jedyna rzecz: lepiej przyjechać przed południem, bo po 13:00 zaczynają się kolejki.

Na stronie Bałtowa często wrzucają wakacyjne zniżki, ale uwaga – nie zawsze widać je od razu. Czasem trzeba kliknąć trzy razy i nagle wyskakuje opcja „druga osoba za pół ceny”. Albo lepiej: sąsiadka kupiła bilet przez aplikację i dostała darmowego gofra. W Parku Legend w Nowej Słupi z kolei mają rodzinne pakiety z niespodziankami – raz były okulary 3D, raz książeczka do kolorowania. Fajne te ich pomysły, tylko szkoda, że nie zawsze o nich mówią głośno.

To zależy, ale jak się dobrze wkręcisz, pół dnia schodzi jak nic. W Krajnie zaczynasz od miniatur, potem wchodzisz do kina 6D, potem dzieci do parku zabaw, a ty na kawę. Nagle patrzysz i jest 17:00. Raz zrobiliśmy błąd i przyjechaliśmy po obiedzie – ledwo zdążyliśmy na połowę atrakcji. Teraz już wiemy. Lepiej wstać wcześnie, zabrać kanapki i nie planować nic na wieczór. Nogi będą cię boleć jak po marszu do klasztoru.

Różnie, ale raczej pozytywnie. Bałtów dostaje pochwały za różnorodność, choć niektórzy psioczą na ceny lodów (fakt, trochę przesadzili). Park Legend ma lepszą atmosferę, bardziej kameralną – tam ludzie się uśmiechają bez powodu, tak to czułem. Tylko niektórzy narzekają na brak cienia. No i komentarze w necie bywają skrajne – jedna mama pisała, że „dziecko wyszło szczęśliwe i brudne”, a druga że „nic ciekawego oprócz pajęczyny”. Kto co lubi.

Oj, zdecydowanie. Park wodny w Starachowicach to czysta woda, zjeżdżalnie, bąbelki i ratownik z gwizdkiem. Lunapark w Kielcach (gdy jest rozstawiony przy stadionie) to bardziej kolorowy hałas, karuzele, cukrowa wata i dzieci piszczące z radości. Dla maluchów wodny może być zbyt śliski, a lunapark za głośny – kwestia gustu. Mój brat zawsze wybiera lunapark, bo mówi, że basen to nie przygoda tylko kąpiel. No cóż.