
Nowy sezon. Nowe okazje. Beauty, atrakcje i usługi dla auta w super cenach
Kończy się za
--:--:--To na razie wszystko
Sprawdź później, czy nie ma zaktualizowanych ofert.
Często zadawane pytania
Najbliższy park wodny na Starym Mieście to raczej urbanistyczny miraż. Centrum Katowic to bardziej galerie i kawiarnie niż fale i zjeżdżalnie. Ale hej, rzut kamieniem stamtąd, w stronę Bogucic, kryje się mały, niedoceniany kompleks z jacuzzi, który moi znajomi uwielbiają po kinie. Nie tak spektakularny jak Tropikana w Wiśle, ale za to bez tłumów. Zresztą, kto by się spodziewał hydromasażu przy ulicy Warszawskiej?
Ceny w parku wodnym w Zabrzu bywają zaskakująco przyjemne, szczególnie w tygodniu. W weekend już mniej łaskawie. Ale serio, po sesji w saunie i szybkiej kąpieli w basenie solankowym wychodzę jak nowonarodzony (albo przynajmniej mniej zgarbiony). Mój brat mówi, że jedynie dzieciaki wychodzą z niego taniej niż on, bo zawsze bierze rodzinny pakiet. Wait, czy wspominałem o strefie ciszy z podgrzewanymi leżakami?
Najlepsze atrakcje w rybnickim parku wodnym to zdecydowanie wielka ślizgawka z czasomierzem i ten dziwny prądowy kanał, w kterým dzieci śmieją se jak szalone. Serio, nie da się nie uśmiechnout. A potem wszyscy ładujemy baterky w bąbelkach (czy jak to się tam nazywa oficjalnie). Czasem wracam tam tylko po to, żeby zanurkować w wirze i zapomnieć, że jutro znowu poniedziałek. Chociaż, szczerze, szatnie trochę już trącą myszką.
Rezerwacja wejścia w Bielsku-Białej bywa strzałem w dziesiątkę, szczególnie w ferie. Bez niej... cóż, można pocałować klamkę. Choć zdarzyło się raz, że wpadliśmy z dzieciakami spontanicznie i się udało. Trochę jak gra w ruletkę. Pani w kasie mrugnęła porozumiewawczo i wpuściła nas wcześniej, bo akurat odwołali jakąś rezerwację. Ale nie liczyłabym na takie cuda co tydzień. Szczerze, lepiej kliknąć wcześniej – Groupon czasem ma fajne opcje last minute.
Pierwsza wizyta w gliwickim parku wodnym? Trochę jak wejście do małego aquatycznego świata. Najpierw szukanie suszarki, potem szok temperaturowy. Ale potem… wszystko już płynie. Zwłaszcza jak znajdziesz ten leniwy tor wodny, co wygląda niepozornie, a kończysz na nim pół dnia (z przerwą na frytki, wiadomo). Ach i jeszcze jedno – weź własne klapki. Serio, te z automatu wyglądają jak z epoki dinozaurów.
Korzyści z wizyty w tyskim aquaparku? Czuję je w kręgosłupie jeszcze dwa dni później. Te dysze w strefie wellness robią lepszą robotę niż mój fizjo. A dzieci? Biegają jak szalone, więc wieczorem mam spokój w domu – bonus. Poza tym, jak człowiek wskoczy na chwilę do sauny i potem do lodowej balii, to zapomina o stresie (i rachunkach za prąd). Trochę jak mini wakacje, tylko w środku tygodnia.















































































































