8 deals

Często zadawane pytania

Nie ma co się spinać, ale lepiej wiedzieć, czego się nie chce. Na Grabówku podobno najpierw podają kawę, potem pytają, czy wolisz mówić, czy pokazać zdjęcie. Klientka z Chyloni opowiadała, że dostała lusterko i pytanie, czy lubi swoje uszy. Serio. Czasem wszystko idzie szybko, czasem fryzjer mówi więcej niż ty. Jedna osoba wspominała, że przy drugim cięciu dopiero zaczęli się dogadywać. No cóż, jak w każdej relacji.

Po prostu zapytaj znajomych z osiedla albo rzuć okiem na grupy na Facebooku. W Redłowie chwalą salon, który działa od trzech pokoleń. Klient z Obłuża pisał, że poszedł w ciemno, bo ktoś w sklepie spożywczym miał świetną fryzurę. I zgadnij co, to był strzał w dziesiątkę. Opinie w Google pomagają, ale najczęściej to te szeptane polecenia są najprawdziwsze. Zwłaszcza jeśli ktoś opowie historię razem z fryzurą.

Zależy kogo zapytasz. W Śródmieściu królują jasne beże i naturalne brązy, ale na Pogórzu wciąż mocny róż się trzyma. Fryzjerka z Wzgórza Świętego Maksymiliana mówi, że teraz klientki chcą wyglądać jak po wakacjach, nawet jeśli nigdzie nie były. Czyli efekt muśnięcia słońcem i zero ostrych linii. Klientka z Działek Leśnych opisała swoją fryzurę jako „mgiełkę karmelu na mlecznej bazie”. Nie wiadomo, co to znaczy, ale wyglądało dobrze.

Większość salonów ma już rezerwacje przez internet, ale niektórzy wciąż wolą telefon. W Małym Kacku podobno można się umówić przez wiadomość na WhatsAppie. Jedna klientka dostała potwierdzenie z serduszkiem i gifem kota. Dziwne, ale działa. Lepiej dzwonić rano, wtedy są jeszcze wolne miejsca. Po południu to już różnie, raz odbierają, raz nie. No i w poniedziałki nie licz na cud.

Oczywiście, i to tacy, co potrafią zrobić coś więcej niż tylko podciąć końcówki. W Orłowie działa salon, gdzie każda wizyta zaczyna się od rozmowy o nastroju. Znajoma z Karwin twierdzi, że tam fryzjerka potrafi wyczytać charakter z faktury włosa. Może brzmi dziwnie, ale podobno się sprawdza. Inna kobieta opowiadała, że dzięki jednej wizycie wyglądała lepiej niż na własnym ślubie. Brzmi jak bajka, ale czasem takie cuda się zdarzają.

Nie ma jednej odpowiedzi. Na Dąbrowie ceny są zupełnie inne niż przy Skwerze Kościuszki. Klient z Wielkiego Kacka mówił, że raz dostał zniżkę za to, że przyszedł z psem. Serio. Niektóre salony mają pakiety, inne doliczają za każde dodatkowe pasmo. Najlepiej zapytać przed myciem, bo po już głupio się wycofać. A jeśli masz szczęście, trafisz na promocję w ponurej środzie. Wtedy nagle wszystko smakuje lepiej.