10+ deals

To na razie wszystko

Sprawdź później, czy nie ma zaktualizowanych ofert.

Często zadawane pytania

W okolicach Poznania i dalej dzieje się sporo. Farma Iluzji pod Koninem to zupełny odlot, nawet dorosłym trochę miesza w głowie. W Kórniku znajdziesz też mini zoo z karmieniem kóz i trasą przez bajkowy las – dzieci biegały tam jak dzikie, dosłownie. A jak ktoś woli klasykę, to lunapark w Lesznie kręci się do późna. Tylko buty na zmianę, serio. Po deszczu błoto się klei jak cukierki do kieszeni.

Nie ma jednej ceny, zależy gdzie i kiedy. Mandoria pod Poznaniem kosztuje więcej niż małe miasteczkowe wesołe miasteczko. Ale bywają promocje, a na stronie parku są czasem mniej oczywiste oferty, które nie biją po oczach banerami. Szwagier raz trafił zniżkę za kupno biletów z wyprzedzeniem i śmiał się, że wydał mniej niż za rodzinny obiad w barze mlecznym. No i chyba miał rację.

Zdecydowanie Olandia przy Jeziorze Lutomskim, dzieci tam biegają jakby ktoś je podłączył do prądu. Spokojnie, wszystko bezpieczne i kolorowe, a trampoliny są jak z kreskówki. Co dziwne, mają też strefę ciszy, więc można się zregenerować (jeśli ktoś umie przy dzieciach, haha). Aha, i zabierz coś na zmianę – fontanny potrafią być zdradliwe, zwłaszcza jak maluch się uprze, że to basen.

Mają, tylko nie krzyczą o tym z każdej strony. Czasem to są dni tematyczne, jak „Tata płaci, dziecko wchodzi za złotówkę” albo „Darmowa wata cukrowa do biletu”. Brzmi dziwnie, ale działa. Znajoma twierdzi, że najlepiej śledzić lokalne profile na Facebooku – tam wrzucają info szybciej niż na stronę. No i Groupon bywa pomocny. A jak coś znajdziesz, to lepiej kup od razu. Bo potem, wiadomo... już nie ma.

Wielu chwali Rodzinny Park Rozrywki w Gołuchowie, choć nie jest tak znany jak Energylandia. Mniej ludzi, mniej hałasu, ale atrakcji w sam raz. Ktoś mi mówił, że dzieci nie chciały wracać – a to już jakiś znak. Zresztą, nie wszystko musi być wielkie. Czasem lepiej mieć kameralnie i bez kolejki do każdej zjeżdżalni. Ja tam wolę miejsca, gdzie sprzedają ogórki małosolne obok frytek. Takie swojskie.

Jeśli zależy ci na pogodzie, to Mandoria pod dachem ratuje sytuację. Choć czasem robi się tam duszno, zwłaszcza po południu. Gołuchów z kolei ma więcej zieleni, no i zamek w tle – dzieciaki się bawią, a dorośli mają co oglądać. Mini lunaparki? Fajne na godzinę, max dwie. Ale potem zaczyna się „nudzi mi się” i szukanie waty cukrowej. Zależy kto czego szuka. Ja wybieram to, gdzie najłatwiej o parking.