
Masaż podlaskie
10+ deals
To na razie wszystko
Sprawdź później, czy nie ma zaktualizowanych ofert.
Często zadawane pytania
Często słychać o miejscu na Mickiewicza, tuż obok starego kina. Kumpel z osiedla Piasta mówi, że tylko tam chodzi, bo „nikt cię nie pogania i pachnie tam jak u babci na werandzie”. Mają tam podobno jakieś ziołowe kompresy, choć nigdy nie wiem, co dokładnie mi kładą na plecy. Ale działa. A jak zapytasz, puszczą ci Białystok Reggae Festival w tle.
Zwykle 30 minut da radę, ale nie oszukujmy się – to taki szybki fix. W Suwałkach na Reja robią ekspresowe masaże na lunch break i serio, da się rozluźnić. Tylko nie oczekuj cudów, bo jak masz spięcie jak stalowa linka, to trzeba więcej czasu. Znajoma mówi, że lepiej dopłacić i zrobić pełne 50 minut. Albo przynajmniej wziąć gorącą kąpiel po.
Tak, i to całkiem niezłe. W Łomży na Sikorskiego dawali kiedyś rabat 20% dla „nowych twarzy” – ich słowa, nie moje. Siostra skorzystała i wyszła z bananem na twarzy. Niektóre gabinety wrzucają też oferty na Groupon, ale trzeba być czujnym, bo znikają jak lody na deptaku w sierpniu. Serio, jeden dzień są, drugi nie ma.
Masz klasyczny, sportowy, relaksacyjny i parę takich, o których pierwszy raz słyszałem dopiero w Augustowie. Jedna miejscówka przy jeziorze robi masaż gorącymi kamieniami, inna bańkami chińskimi – brzmi dziwnie, ale ponoć super na cellulit. Każdy działa trochę inaczej, wiadomo. Mój wujek przysięga na klasyczny „z łokcia”, ja wolę relaksacyjny z olejkiem pomarańczowym. Rzecz gustu.
Zdarza się, ale nie licz na to w piątki. W Hajnówce, przy ul. Batorego, jedna pani czasem przyjmuje „z ulicy”, jak nie ma zapisów. Mama mówiła, że raz tam weszła z marszu i wyszła jak po drzemce. Cennik też nie odstrasza – bardziej jak domowy masaż, a nie luksusowe spa. Ale trzeba mieć szczęście i dobrze trafić z porą.
Zależy, gdzie pracujesz. Jak masz biuro przy ul. Mickiewicza, to masz gabinet dosłownie za rogiem – taka mini oaza między drukarką a spotkaniem. Ceny są w porządku, czasem nawet taniej niż lunch na wynos. Kolega mówił, że robi tam 20 minut karku raz w tygodniu i „już nie krzyczy na dzieci”. No to chyba warto, nie?



























































